Historia realizacji1 lipca 20264 min czytania

Jak z jednego bloku powstały kamieniczki na Starym Rynku w Chojnicach

Tu stały kamieniczki. Zniszczyła je wojna. Na ich miejscu stanął betonowy blok. Opowiadamy, jak rewitalizacja przywróciła Staremu Rynkowi w Chojnicach jego historyczny charakter.

Jak z jednego bloku powstały kamieniczki na Starym Rynku w Chojnicach — Ciemińscy Architektura
Po — Jak z jednego bloku powstały kamieniczki na Starym Rynku w Chojnicach Przed — Jak z jednego bloku powstały kamieniczki na Starym Rynku w Chojnicach Przed Po
Przeciągnij suwak, aby zobaczyć elewację przed i po przebudowie. Stary Rynek 11/13 w Chojnicach.

Kamieniczki, które zniszczyła wojna

Stary Rynek w Chojnicach ma średniowieczny rodowód — jego układ urbanistyczny wytyczono w XIV wieku i to on nadał miastu charakter, który po dziś dzień rozpoznajemy w otaczających plac pierzejach. Południową stronę rynku, tam gdzie dziś stoi budynek 11/13, od wieków zajmował szereg wąskich, osobnych kamienic.

W lutym 1945 roku pożary wojenne zniszczyły znaczną część zabudowy południowej pierzei. Ocalały jedynie kamienice po północnej stronie placu. Historyczne domy pod numerem 11/13 przestały istnieć, a na ich miejscu na długie lata pozostał pusty ślad w pierzei rynku.

Blok z czasów PRL

W miejscu zniszczonych kamienic wzniesiono powojenny budynek wielorodzinny — jednolity, modernistyczny blok o powtarzalnym rytmie okien i płaskiej, pozbawionej detalu elewacji. Choć jego wysokość i linia zabudowy odpowiadały historycznej skali, ciągła, monotonna fasada zerwała z rytmem, jaki pierzeja rynku miała od średniowiecza.

Rynek w mieście takim jak Chojnice to nie tylko plac, ale przede wszystkim ściany, które go otaczają. Gdy jedną z tych ścian zajęła pojedyncza, jednorodna bryła, przestrzeń straciła rytm i ludzką skalę — nawet jeśli sama wysokość budynku pozostała zachowana.

Rewitalizacja: powrót do skali kamieniczek

Projekt Andrzeja Ciemińskiego nie odbudowywał zniszczonych kamienic i nie zmieniał konstrukcji ani kubatury istniejącego bloku. Cała przemiana rozegrała się na elewacji. Jednolitą fasadę rozpisano na sekwencję osobnych kamieniczek — tak, jak gdyby w tym miejscu stało obok siebie kilka niezależnych budynków, podobnych do tych, które zniszczyła wojna.

To zabieg czysto architektoniczny, ale o realnym skutku urbanistycznym: przywraca pierzei rynku jej naturalną ziarnistość. Oko przechodnia przestaje odczytywać jeden długi blok, a zamiast tego widzi rytm, przerwy i indywidualne fasady — dokładnie to, co stało w tym miejscu, zanim zniszczyła je wojna.

Kolor, rytm i zwieńczenie

Każdej „kamieniczce” nadano własny kolor elewacji, własny rytm i podział okien oraz odrębne zwieńczenie — od trójkątnego szczytu, przez attykę, po gzyms z klasycznym detalem. Różnice w kolorze i wysokości zwieńczeń sprawiają, że sąsiadujące fragmenty czytamy jako osobne domy, mimo że kryją się za wspólną ścianą.

To właśnie detal decyduje o wiarygodności całej iluzji. Pilastry, opaski okienne, gzymsy i zróżnicowane szczyty odwołują się do języka mieszczańskiej architektury, którą pamięta rynek. Bez nich podział byłby jedynie malowaniem pasów; z nimi — staje się przywróceniem historycznego charakteru miejsca.

Nagroda i lekcja o skali miasta

Przebudowę zrealizowano w 2000 roku, a inwestycja otrzymała nominację do tytułu „Modernizacja Roku 2000”. Dziś dla wielu mieszkańców i odwiedzających kolorowe kamieniczki są po prostu naturalną częścią rynku — mało kto pamięta wojnę, blok z czasów PRL i drogę, jaką to miejsce przeszło, zanim odzyskało swój obecny wygląd.

Ta realizacja pokazuje, że rewitalizacja nie musi oznaczać wyburzeń ani wiernej rekonstrukcji tego, co bezpowrotnie zniszczyła historia. Czasem wystarczy uważnie przeczytać kontekst miejsca i przywrócić mu skalę oraz rytm, których zabrakło. To sposób myślenia, który stosujemy również przy współczesnych przebudowach i rozbudowach — zaczynając od tego, jak budynek rozmawia ze swoim otoczeniem.